poniedziałek, 31 marca 2014

MARCOWE NOWOŚCI :)


Ostatnio niestety mało mnie widać na blogu, a to dlatego, że w końcu znalazłam pracę i od dwóch tygodni mam wielkie zamieszanie w życiu. Powoli się przyzwyczajam do tego, ale muszę pogodzić teraz pracę i resztę obowiązków, dlatego na bloga mam mało czasu. Wracam do domu i jestem wypompowana, chwilę mi zajmie aż się przyzwyczaję o wszystkiego (muszę jakoś rozplanować sobie czas po pracy, a troszkę go mało :D ale postaram się bywać tu częściej. 



Za to dzisiaj przychodzę do Was z moimi nowościami - zakupionymi w marcu :)
Kto jest ciekawy co powiększyło moje zasoby? :D

Zobaczcie sami :))



- Nail Tek II
  • Foundation
  • Intensive Therapy
- Sally Hansen
  • Miracle cure
  • Maximum growth 
- Essie
  • First base
- Blok polerski


- Golden Rose
  • Szminka Velvet matte - 02,04
  • Gel look - Top coat

- Batiste
  • Suchy szampon "Paisley"
- Alepia
  • Mydło Alep 25%

- Organizery na kosmetyki



- Pędzle Real Techniques
  • Powder brush
  • Blush brush
  • Expert face brush
- Essie
  • Good to go - Top coat

- Oriflame
  • Kosmetyczka




I jak Wam się podobają moje zbiory? :D



środa, 19 marca 2014

WYNIKI Malinowego rozdania

Wiem, że wyniki powinny być już dawno, ale nawet nie miałam czasu  żeby tu  zajrzeć, za co z góry Was przepraszam :*

 Malinowe rozdanie wygrywa...


 Paradoxa Raz
Lena

Gratuluję :) ;) ;*

Dziewczyny czekam 3 dni na wiadomość od Was, potem wybieram kolejną osobę.

Z racji, że obie wybrałyście zestaw nr 2, żeby było sprawiedliwie wybiorę je dla Was losowo.
Mam nadzieję, że wygrana i tak Was ucieszy mimo, że jedna z Was trafi na inny zestaw :)






środa, 12 marca 2014

2 w 1 czyli cień Kobo Professional 308 INDIA ROSE w moim wydaniu

Dzisiaj przedstawiam Wam mojego ulubieńca... !UWAGA! ...nie jako cień do powiek - tylko mój róż/bronzer/rozświetlacz w jednym.
Od dłuższego czasu w moim posiadaniu jest cień KOBO Professional wypiekany do stosowania na sucho i mokro - 308 INDIA ROSE. Z tego co pamiętam to mój pierwszy wypiekana cień. Ja znalazłam dla niego inne zastosowanie. 
Jakoś tak przez przypadek sprawdzając jego odcień/połysk/pigmentację na palcu dotknęłam policzka zamiast oka. Na początku stwierdziłam,że się świecę jak choinka, ale potem stwierdziłam, że to dobry patent na rozświetlacz, którego nie posiadam :D
Nałożyłam więc ten cień na oba policzki i tak mi się efekt spodobał, że już nawet nie próbowałam na oku. Dodam, że tak na co dzień nie maluję powiek, sam tusz mi wystarcza więc cień się nie zmarnuje i na policzki będzie jak znalazł.
Od tamtej pory nie rozstaję się z nim wcale.
Pięknie podkreśla policzki, kolorystyka jest idealna, a do teko ten piękny połysk ahh :) Oczywiście jeśli ktoś preferuje taki odcień na oczy to nie ma problemy, w końcu ktoś go wymyślił właśnie w tym celu. Ale ja to ostatnio łamie zasady :D
Zresztą same możecie zobaczyć efekt na policzku i ocenić :)


Jak na cień to cena jest dość wysoka, aż 19,99zł. Ale jak przeznaczymy go do dwóch rzeczy czyli oczy i policzki to w sam raz. Na pewno pokuszę się na jakiś inny kolor, ale właśnie w celu stosowania na policzki :)
Podbił moje serce od razu :) Na dodatek długo się utrzymuje, nie ściera się tak szybko...efekt rozświetlenia utrzymuje się długo. Można nim pięknie podkreślać policzki. Mieni się w słońcu. Z racji, że odcień podchodzi pod bronzer to ładnie można zaznaczyć nim kości policzkowe.


I jak Wam się podoba?
Lubicie wypiekane cienie?



wtorek, 11 marca 2014

Miętusek na paznokciach - ALKEMIKA

Pogoda za oknem cudowna, a mnie dzisiaj naszło na miętowe paznokcie (czuje lato w powietrzu). Lakier, który użyłam do dzisiejszego mani to ALKEMIKA nr 191. Niestety można go kupić od konsultantek. Nigdzie w sklepie ich nie widziałam :( a szkoda, bo bardzo się z nim polubiłam.
Lakier kosztuje 13,90zł i ma pojemność 9ml. Moim zdaniem kolor jest cudowny. To mój jedyny miętowy lakier. Niestety do tej pory nie trafiłam na taki odcień mięty jak ten.
Już pierwsza warstwa jest w miarę kryjąca. Jednak żeby uzyskać efekt pełnego krycia potrzeba mu dwie warstwy, gdyż po jednej zostawia lekkie prześwity. Szybko schnie (dlatego trzeba nim szybko malować) nawet po dwóch warstwach. Nie roluje się, ani nie zostawia brzydkich smug. Jedyny minus jaki zauważyłam to pędzelek. Taki troszkę twardy i za cienki moim zdaniem, przyzwyczaiłam się do grubych i zaokrąglonych (takich jak oferuje nam Rimmel). Jeśli malujemy przy skórkach trzeba robić kilka poprawek bo ciężko tym pędzelkiem wykonywać manewry zaokrągleń. No ale to chyba taki jeden minus.
Jeśli macie ochotę na takiego miętuska to polecam :)


Jak Wam się podoba?
Macie lakiery z tej firmy?



czwartek, 6 marca 2014

O spotkaniu w Przemyślu na "Dzień Kobiet"... słów kilka - dlaczego zostało ODWOŁANE?



Dzisiaj będzie  post z kategorii tych KAWA NA ŁAWĘ. Niestety sytuacja zmusiła mnie, aby go napisać. Nie będzie to miłe co napiszę, ale niestety bądź stety to musi ujrzeć światło dzienne bo uważam, że takie sytuacje nie powinno być utajniane.

A mianowicie miesiąc temu ogłosiłam na swoim blogu spotkanie na Dzień Kobiet w Przemyślu (na pasku bocznym wisi nadal baner). Miało to być moje drugie organizowane spotkanie. Cieszyłam się, że znów spotkam się z dziewczynami, poplotkujemy i miło spędzimy razem czas. Zwłaszcza, że spotkanie miało się odbyć w Dniu Kobiet i nazwałam go Dniem na obcasach.

Zrobiłam baner, napisałam zasady i czekałam na zgłoszenia dziewczyn. Wtedy to nie przyszło mi na myśl, że sytuacja się rozwinie bardzo niekorzystnie dla mnie. Kilka dni minęło, zgłoszenia spłynęły na mojego maila i postanowiłam zamknąć listę (nie było ograniczeń ilościowych, ani tez nie było miejsc rezerwowych – więc każda dziewczyna znalazła się na liście). Każda dostała wiadomość o dostaniu się na listę. Wtedy też pomyślałam, że skoro będzie Nas mało to może uda mi się zorganizować jakieś drobne upominki dla dziewczyn, zwłaszcza, że to taki miły dzień dla Nas. Napisałam więc do kilku firm w tej sprawie. Oczywiście nie każda firma odpisała od razu więc chwilkę to potrwało, aż się któraś zdecydowała. W między czasie dziewczyny dostały informację, że spotkanie nie będzie sponsorowane. Po prostu nie chciałam ich o tym informować, żeby potem nie wyjść na głupią. A jeśli by mi się udało coś załatwić to byłaby to wtedy miła niespodzianka dla nich.

No i wtedy zaczęła się ta cała niemiła sytuacja…



Spotkanie zostało ODWOŁANE, a powodem były rezygnacje dziewczyn na kilka dni przed spotkaniem.


Na dzień dzisiejszy moja złość sięga zenitu. Więcej nie będę robiła przyjemności innym własnym kosztem. O Niee!! Tak się odpowiedzialne i dorosłe osoby nie zachowują. Ja rozumiem choroba i to taka, która faktycznie uniemożliwia danej osobie w uczestniczeniu na spotkaniu. Ale inne wymówki są dla mnie po prostu nie do zaakceptowania, zwłaszcza, że ja wkładam swój czas i serce w przygotowanie spotkania i robię to bezinteresownie - i nie ważne czy spotkanie jest sponsorowane czy nie(chodzi mi o upominki). A jeśli chodzi o upominki to jest dla mnie żenujące, że dziewczyny tylko po to jeżdżą na spotkania. Ja sama jestem osobą bezrobotną, ale jeszcze stać mnie na przysłowiowe „waciki”. Nie chodzę na żebry i nie jeżdżę na każde spotkanie, żeby się zaopatrywać w kosmetyki. Większość blogujących dziewczyn jest pracujących, a to właśnie one zachowują się jakby im się wszystko należało. Mi by było wstyd tak wyłudzać coś od innych i jeszcze o tym głośno mówić. Zero szacunku dla siebie i innych, no i za grosz klasy.

Rozmawiałam z kilkoma firmami na temat tej całej sytuacji, która mnie spotkała i zgadzam się z nimi w 100%, teraz jest bardzo dużo „pseudo” blogerek, wyłudzaczek, a moje spotkanie właśnie to potwierdza, nie obrażając nikogo.

Nie będę pisała imionami i nazwami blogów bo nie o to chodzi. Dziewczyny, które się zgłosiły na moje spotkanie same będą wiedziały, że to o nie chodzi. Ja uważam to za świństwo co zrobiły, ale oczywiście każda z nich i tak się będzie wybielała, no bo przecież to nie ich wina – moja tym bardziej nie. Jak się ktoś zgłasza to powinien wiedzieć, że ten dzień trzeba zarezerwować właśnie na spotkanie, a nie, że „może dam rade, a może nie” (przecież nic się nie stanie) – brak odpowiedzialności.



To ja się staram, próbuję zorganizować jakieś upominki dla dziewczyn żeby zrobić im niespodziankę, staję na głowie, a tu takie nieodpowiedzialne zachowanie - KPINA. Inaczej tego nazwać nie można. DO LICHA!!! po co się zgłaszać na spotkanie jeśli się na nie, nie ma zamiaru przyjechać? Zwłaszcza, że nie chodzi tu o jedna osobę, która rezygnuje tylko o większość… BRAK MI SŁÓW. Wściekłość wychodzi mi uszami. Po co się zgłaszać jeśli np. nagle ma się za daleko – czego nie rozumiem?? Albo dziecko chore 2 tygodnie przed spotkaniem i oczywiście ono będzie chore jeszcze dłużej. Ludzie trochę odpowiedzialności… ja nie każe nikomu przyjeżdżać na sile i siedzieć bite kilka godzin przykutym na krześle. Spotkanie miało być o 13 i mogło się skończyć o 16-17, a jak już ktoś by musiał to mógłby wyjść wcześniej. Ja rozumiem, że niektóre mają dzieci i na pewno zostanie mi to wypomniane, że ja nie mam dzieci to nie mam problemu, żeby je z kimś zostawić – można je z kimś na kilka godzin zostawić, albo nawet zabrać ze sobą (ja się za te osoby nie zgłaszałam na spotkanie). Czy ja kogoś na sile ciągnęłam? – NIE. To była moja dobra wola, że chciałam w tym dniu spotkać się i poplotkować. Kto nie chciał to się nie zgłaszał, a nie potem nagle każda osoba wywija  taki numer. Aż ręce opadają, skrajna nieodpowiedzialność i zero zainteresowania osobą która to organizuje. Nawet od jednej rezygnującej dziewczyny usłyszałam, że nie przyjedzie bo „coś tam”, ale może uda jej się pójść na inne spotkanie…

Na moim pierwszym spotkaniu było wpisowe, przeznaczone na pełny obiad, deser i coś do picia (z resztą była relacja z tego). Ani złotówki nie wzięłam dla siebie, całość była na pokrycie poczęstunku. I tak ze swojej kieszeni też dołożyłam. Jedna osoba zrezygnowała jak to się mówi za pięć dwunasta i co, jak co odesłałam jej te pieniądze. Tym razem z racji ze było mało zgłoszeń na Dzień Kobiet postanowiłam zapytać każdą z dziewczyn czy woli wpisowe i ja zorganizuje obiad itp. czy każda sama sobie zamówi, a ja nie będę w to ingerowała. Większość dziewczyn napisała, że się dostosują do reszty, że im to obojętne  - jedna bądź dwie z tego co pamiętam wolały same bo diety i te sprawy. Ok. Odpuściłam wpisowe i stwierdziłam, że zmuszać nikogo nie będę - żeby nikt potem nie marudził że musi jeść to co ja wybrałam. Ale uważam, że jeśli ja gdzieś idę i ktoś chce coś zorganizować to nie robię wymówek i nie marudzę. Owszem to nie moje pieniądze, ale czasami można komuś zaufać. Jak chodzicie na wesela to menu jest ustalone dla każdego jednakowe, ale ok. pomińmy to jedzenie teraz.

Wracając do tematu… odpuściłam wpisowe, czyli każda sobie rzepkę skrobie. Zarezerwowałam więc restaurację tylko na ilość miejsc, którą też musiałam potwierdzić na kilka dni przed, zwłaszcza, że spotkanie miało być w sobotę i to w Dniu Kobiet. Dodam, że Przemyśl jest małym miastem i nie ma dużo restauracji, więc trzeba się liczyć z tym, że właściciele muszą wiedzieć wcześniej co i jak, bo mogą przyjść inni klienci. 

W między czasie upominki zaczęły do mnie przychodzić. OWSZEM napisałam do dziewczyn od razu, że spotkanie nie będzie sponsorowane, bo po pierwsze nie wiedziałam czy mi się uda coś załatwić, po drugie miałam mało czasu na to, zwłaszcza, że firmy nie odpisują z dnia na dzień i trzeba poczekać na ich odpowiedź, a po trzecie i chyba najistotniejsze chciałam zrobić NIESPODZIANKĘ!!!

No i zrobiłam tą „niespodziankę” (aluzja) sobie – narażając się teraz na koszta.

Po tym mailu, że spotkanie nie będzie sponsorowane tylko na luzie po prostu w celu spędzenia tego dnia razem dostałam kilka rezygnacji. Potem długo, długo cisza.

W tamtym tygodniu  dostałam kolejnego maila z rezygnacja bo dziecko jest chore (a do spotkania jest dużo czasu wiec dziecko może wyzdrowieć  - ja tak uważam). Potem udało mi się na to miejsce wpisać inną dziewczynę (w ciąży - 9miesiąc i lada dzień dziewczyna miała rodzic, więc i o pozwolenie na podróż musiała uzyskać od lekarza). Historii ciąg dalszy… W ten poniedziałek było Nas już 7 osób do spotkania. Napisałam wiec do każdej dziewczyny przypomnienie o spotkaniu, podałam też dokładny adres restauracji no i czekałam na odpowiedź czy każda dostała te informacje.

Do spotkania zostało kilka dni, a tu nagle rezygnacje -  we wtorek dostałam ich, aż 3 - więc zostały 4 osoby na spotkanie z czego jedna dziewczyna chora z gorączką i anginą więc rozumiem, że mogłaby nie przyjechać gdyż groził jej szpital, druga dziewczyna to właśnie ta w ciąży (rodząca na dniach), trzecia dziewczyna też nie wiedziała czy będzie bo sama nie przyjedzie, no i ja. Z tych 4 osób co zostało pewna byłam tylko JA. Oczywiście dziewczyny w ciąży nie chciałam narażać i stwierdziłam, że bez sensu organizować spotkanie dla 2 osób gdyby tamte dwie dziewczyny nagle zrezygnowały. Dlatego też spotkanie zostało odwołane. W między czasie zaczęłam pisać do firm jak sytuacja wygląda, wszystko dokładnie opisałam, gdyż zostałam z tymi wszystkimi upominkami (dodam, że firm było około 7). Pisząc maile do firm miałam łzy w oczach… co ja teraz zrobię, jak się wytłumaczę, co pomyślą o mnie firmy. Wszystko przecież było z mojej inicjatywy. Firmy mi zaufały, powierzyły swoje produkty, a tu taki numer. Możecie sobie wyobrazić moją wściekłość i bezradność w jednym. Złość na całego. Każdej firmie musiałam się tłumaczyć, przepraszać. Nawet nie wiecie jak mi było wstyd za te wszystkie dziewczyny, nadal mi jest. One sobie nawet tego nie wyobrażają. I powiem Wam szczerze ze mam dość takich dziewczyn. Zachowały się okropnie, nie pomyślały o tym, że ja coś organizuje dla nich, mimo, że tych upominków miało nie być. Nawet ostatnio też słyszałam, o blogach, które są założone tylko po to żeby jeździć na spotkania i zbierać kosmetyki… jak to usłyszałam to aż mi się scyzoryk w kieszeni otworzył. Nie rozumiem czegoś takiego, trzeba mieć tupet żeby tak się zachowywać.



Pomyliłam się, co do intencji tych dziewczyn. Jest mi mega, mega, ogromnie przykro, że tak zostałam potraktowana. Straciłam ochotę do czegokolwiek. Ze swojej strony powiem Wam, że ja nie pojadę już na żadno spotkanie, sama też na dzień dzisiejszy nic nie zorganizuję. Nie ma sensu, nikt tego nawet nie docenia, a tylko są po tym problemy. 
Miało być fajnie, miło, miały być upominki oraz przypinki, które w ostatniej chwili odwołałam (miały wyglądać tak):


A spotkanie miało być w tej Restauracji:



Wiem, że to co napisałam jest troszkę wymieszane i napisane chaotycznie. Ale inaczej się nie dało, emocje robią swoje, a co chwile inna myśl wkradała mi się do głowy.

Nie przytoczyłam tu imion i nazw blogów, więc dziewczyny nie będą na forum wszystkich podane na tacy, więc i pretensjami z ich strony nie będę sobie zawracała głowy.

Musze jednak napisać pewne słowa do każdej z Was… DZIEWCZYNY JEST MI PRZYKRO ZA WAS. WASZE ZACHOWANIE UŚWIADOMIŁO MI JAKIE SĄ TERAZ NIEODPOWIEDZIALNE OSOBY, ZWŁASZCZA W BLOGERSKIM SPOŁECZEŃSTWIE (NIE OBRAŻAJĄC INNYCH OSÓB, KTÓRE CENIĘ ZA TO CO ROBIĄ I ZA TO, ŻE MOGĘ CZYTAĆ Z PRZYJEMNOŚCIĄ ICH BLOGI). Do Waszej wiadomości: Zostałam teraz obarczona dużymi kosztami. Wciąż czekam na dwie przesyłki od firm, które na własny koszt muszę odesłać. DZIĘKUJĘ WAM ZA CUDOWNY DZIEŃ KOBIET.



Na przyszłość jeśli kiedyś, kiedyś będą spotkania to tylko z wpisowym, a w razie rezygnacji nie będzie ono zwracane!!!


PRZEPRASZAM JESZCZE RAZ KAŻDĄ FIRMĘ ZA ZAISTNIAŁĄ SYTUACJĘ!!!


No i na zakończenie… Dziewczyny ogarnijcie się i dorośnijcie, bo Wasze zachowanie jest karygodne!!!!
Jeśli macie zakładać blogi czysto interesownie to życzę Wam powodzenia. Ja nie zniżę się do Waszego poziomu i swojego bloga nadal będę prowadziła z czystą satysfakcją, a nie w celach materialnych. Na pewno nie napiszę notki zdzierając tekst od kogoś innego,  a przede wszystkim nie będę stwarzać pseudo notek o produktach, które w ogóle nie użyłam (mało tego polecając je innym).




sobota, 22 lutego 2014

GLAZEL VISAGE - prasowany cień (matowy)

Dzisiaj przedstawiam Wam matowy prasowany cień firmy Glazel Visage
Ja dla niego znalazłam jednak inne zastosowanie.


Cień jest taki brzoskwiniowy. Ja go jednak nie używam jako cień, tylko jako róż na policzki :) Niestety nie pokażę Wam go na twarzy bo niestety teraz nie ma takiej możliwości. Moja twarz od tygodnia nie nadaje się do niczego. Ale powiem Wam, że jest bardzo ładny - na lato idealne brzoskwiniowe wykończenie. Takie kolory nie przekonują mnie do malowania oczu. Zresztą i tak rzadko używam cieni, stąd takie zastosowanie. Niestety nie mam pojęcia jaki numer ma ten cień. Na stronie też ciężko mi się rozeznać, który to może być. Szkoda, że na odwrocie nie ma numerków - dziwne. Kto chce może sam tutaj sobie sprawdzić i pokombinować, który to może być odcień (mi się wydaje, że jest to 105, ale sama nie wiem). Cena 23zł.


Jak Wam się podoba?
Lubicie cienie z Glazel Visage?
Jak Wam się z nimi pracuje?



piątek, 21 lutego 2014

UWAGA na "Serum zwężające pory z organicznym olejem Manuki"


!!! UWAGA !!! 
Serum zwężające pory z organicznym olejem Manuki

Od producenta:
Serum zwężające pory do cery tłustej i mieszanej zapewnia idealnie gładką, pełną blasku cerę. 
Olejek Manuka poprawia procesy metaboliczne w komórkach skóry, reguluje pracę gruczołów łojowych, chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Działa przeciwzapalnie, matuje i wygładza skórę, ściąga rozszerzone pory , stymuluje syntezę kolagenu i elastyny w skórze, uelastycznia naczynia krwionośne. Organiczny olejek z drzewa herbacianego to unikalny naturalny antyseptyk który korzystnie wpływa na tłustą skórę, zapobiega stanom zapalnym i odświeża cerę.

Produkt nie zawiera: 
  • Parabenów 
  • Glikoli
  • Ftalanów
  • Silikonów
  • Barwników syntetycznych

Pojemność:
50ml

Cena:
23,90

Dostępność:
Skarby Syberii

A miało być tak pięknie. Użyłam tego serum max 5 razy. Niestety w moim przypadku to o 5 razy za dużo.
Serum jest bezzapachowe. Konsystencja lekko żelowa. Kolor taki mleczno - bezbarwny. 
Myślałam, że mi to serum pomoże, niestety jakże się myliłam :( Serum używałam tylko miejscowo, nie na całą twarz!  
UWAGA!! Niestety od tygodnia swędzi mnie dosłownie cała twarz, nawet powieki. Okropne uczucie. Nikomu nie życzę. Czuje się źle, a jeszcze gorzej wygląda moja twarz. Na początku nie wiedziałam, że wystąpi uczuleniu po kilku użyciach. Tydzień temu coś mnie na twarzy zaswędziało, no ale nie przypuszczałam, że to początek horroru. Dwa dni później nałożyłam serum na twarz. No i to był błąd!!!! Od tamtego momentu było coraz gorzej. Najpierw swędziały mnie powieki (najgorzej, że swędziało przy rzęsach) oraz okolice brwi. Potem policzki i okolice nosa. Na jednym policzku zrobiła mi się jakaś krostka, która się cały czas powiększała - dopiero po kilku dniach zaczęła się goić. 
Nie wpadłam na to, że to przez to serum. Wcześniej nie zmieniałam kosmetyków, a nawet się niczym nie malowałam. To był jedyny nowy produkt, którego użyłam. Już nawet myślałam, że za dużo pomarańczy zjadłam. Niestety dzisiaj u lekarza dowiedziałam się, że to właśnie to serum mnie uczuliło. 
Uczucie okropne. Mówię Wam tragedia, cały czas się drapie, mimo, że nie powinnam. Ale to jest takie uczucie jakby mi ktoś igiełki wbijał w twarz. Powieki swędzą niemiłosiernie. Kąciki oka też jakieś takie lekko wysuszone. No masakraaaa. Piłam już wapno, na oczy kładłam rumianek, smarowałam buzię miodem i nic. Dzisiaj dostałam jakieś tabletki i maść na sterydach (w ciągu dnia przespałam 5 godzin, taka senna byłam - nie wiem czy to efekt tabletek i maści). Jak mi to szybko nie minie to się zadrapie na śmierć. Na dodatek wyszły mi jakieś krostki na czole. Policzki mam lekko czerwone w miejscach gdzie miałam rozszerzone pory. A tydzień temu zauważyłam, że mam lekko napuchnięte te policzki - myślałam, że tylko mi się tak wydaje. Ale nawet sobie nie zdawałam sprawy, że coś się zaczyna dziać.
Nie życzę tego nikomu, tego uczucia nie da się nawet tak opisać. Nie wiem czemu mnie to serum uczuliło :( W nocy spać nie mogę, bo mnie wszystko swędzi. Gorzej, że się nie da tego ukoić :( Wczoraj musiałam się pomalować, żeby wyglądać do ludzi i nałożyłam podkład, żeby nie straszyć ludzi - mówię Wam katorga. Nigdy się tak okropnie nie czułam. Nigdy więcej takich eksperymentów :( Ktoś używał może tego serum i miał podobnie? Czy może nic się nie działo? Ja mu mówię kategorycznie NIE. Mam jedynie nadzieję, że nic się więcej nie będzie działo, bo inaczej czeka mnie bieganie po lekarzach :( Niestety nic więcej o tym serum nie mogę Wam powiedzieć. Jeśli możecie to uważajcie, żeby sobie nie narobić jeszcze gorzej.


Używał ktoś?
Czy tylko mnie tak uczuliło?

sobota, 15 lutego 2014

"INCONTRO" GIORDANI GOLD - ORIFLAME

Dzisiaj moja kolejna zapachowa miłość...  GIORDANI GOLD "INCONTRO" - ORIFLAME

Od producenta:
Przyjmij zaproszenie do ekscytującego flirtu! Zostań mistrzynią ukradkowych spojrzeń, której intencje owiane są aurą tajemniczości i niedopowiedzenia. Błyskotliwa kompozycja akordów pomadki, różanej esencji i charyzmatycznej paczuli, przywodzi na myśl nieodpartą pokusę romansu.

Pojemność:
50ml

Cena:
99zł

Na ten zapach skusiłam się dlatego, że ma w składzie nuty różane (dla mnie róża w perfumach jest na pierwszym miejscu) - KOCHAM :)) Tak jak i kocham intensywne i bardzo oryginalne zapachy :)
INCONTRO to niestety limitowana edycja, mam nadzieję, że wróci do katalogu na stałe.
Miałam kiedyś klasyczną Giordani Gold i wyczuwam w Incontro podobieństwo. Niestety klasyczna nie przypadła mi do gustu, gdyż zapachem przypominała mi zapach perfum dla starszych kobiet - wręcz taki babciny okropny zapach blee. W tym przypadku wydaje mi się, że do tej klasycznej wersji dodali kilka innych nut zapachowych i tak powstało INCONTRO. Ale to połączenie wyszło im genialnie. 
Zapach jest dla mnie tak cudowny, że nie potrafię przestać go wąchać. Lubię czuć taką zmysłowość na sobie. Intensywny zapach utrzymuje się bardzo długo na skórze (ubraniach także). Nie jest  ani nachalny ani duszący, ale bardzo specyficzny więc nie każdemu podpasuje. Ja jednak wyczuwam w nim bardzo esencję różaną więc jestem w nim zakochana. Nie oddam nikomu ;)
Buteleczka bardzo elegancka, ze złotą zatyczką na której jest wygrawerowane logo GIORDANI GOLD. Na samej buteleczce z jednej strony jest bardzo ładne białe zdobienie, takie jak na pudełku. Złote pudełeczko też mi się spodobało na samym początku. Jak dla mnie nie ma minusów, no może poza tym, że nie będzie dostępna w sprzedaży :( nie wiem, czemu fajne zapachy są wycofywane? Przecież to właśnie lepiej dla firmy jak jest duże zainteresowanie, a na ten zapach jest duże. Tego fenomenu niestety nie rozumiem. Ale cóż firma pewnie wie co robi...
INCONTRO to zapach dla kobiet pewnych siebie. Które nie boją się mocnych i zdecydowanych zapachów - ten należy właśnie do takich. Jest jedyny w swoim rodzaju, wręcz niepowtarzalny. Uwielbiam go od samego początku :) Polecam każdej kobiecie, która nie boi się flirtu z takimi mocnymi akcentami zapachowymi :)


Komu udało się ją zakupić?
Lubicie? Czy Wam śmierdzi?
Jestem ciekawa Waszej opinii :)



piątek, 14 lutego 2014

Cynamonowe usta - SYLVECO


Dzisiaj słów kilka o cynamonowej pomadce ochronnej - NIE LUBIĘ CYNAMONU, ale...

Od producenta:
Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu.

Cena:
8,56zł

Dostępność:
SYLVECO

Zima, zima i mam nadzieję, że już po zimie. 
Ale kto chce mieć piękne usta o tej porze roku powinien mieć w swojej kosmetyczce taki oto produkt :)
Przedstawiam Wam genialną pomadkę na zimowe dni. Powiem Wam, że Neutrogena przy niej się chowa - mimo, że była moim faworytem w tamtym roku. 
Pomadka widoczna na zdjęciu ma chronić usta przed słońcem, wiatrem i mrozem. W zimowe, mroźne dni sprawdziła się u mnie doskonale. Powiem Wam, że nawet robiła za bazę pod kolorową pomadkę, dzięki czemu szminka dłużej się trzymała na ustach ( o dziwo nie znika szybko z ust jak przy innych balsamach, które są bardzo tłuste i zaraz ich nie ma). Nie lubię również jak balsamy zostawiają resztki w kącikach ust, albo dziwnie się ścierają - ta nam gwarantuje "dyskrecję" :D
Pomadkę mam od tamtego roku i dopiero teraz odważyłam się ją użyć, a dlaczego? A no właśnie dlatego, że nie lubię cynamonu!! ...ale w tym przypadku powiem Wam, że delikatny zapach cynamonu w tej pomadce mi nie przeszkadzał, mimo, że miałam takie opory. Co więcej, spodobała mi się na tyle, że czasami w domu cyknę nimi usta :)
Usta po niej są bardzo mięciutkie i delikatne. Składniki w niej zawarte świetnie odżywiają i nawilżają. Mówię Wam usta są po niej cudowneeee :) W smaku też nie jest zła, wiem co mówię - lubię zlizywać balsamy z ust :D Pomadka posiada aktywny składnik BETULINĘ, która działa kojąco i regenerująco na nasze usta.
Jak widać na zdjęciu poniżej pomadka jest koloru żółtego, ale bez obawy na ustach jest bezbarwna. A jest żółta dlatego, że jest z rokitnika, który posiada pomarańczowe lub żółte jagody, stąd ten kolor (powiem Wam, że pierwszy raz się spotkałam z kolorową ochronną pomadką). Rokitnik stanowi skarbnicę składników odżywczych - szczególnie witaminy C, prowitaminy A, mikro i makroelementów oraz karotenoidów. Tym bardziej warto się zaopatrzyć w taką pomadkę. Polecam każdemu. Naprawdę warto, a cena też nie jest wygórowana.


Co o niej myślicie?
Podoba Wam się?
Kto próbował i ma podobne zdanie jak ja?



czwartek, 13 lutego 2014

Otulone dłonie karmelem, cytryną i wanilią - PAT & RUB


Dzisiaj karmel, cytryna i wanilia - PAT & RUB otulają moje dłonie...


Od producenta:
Balsam do Rąk zapewnia odżywczą pielęgnację i ochronę dla zmęczonej i suchej skóry dłoni.
Słodki relaks w domowym SPA.
Naturalne składniki użyte do skomponowania balsamu odżywiają, nawilżają, zmiękczają, rozjaśniają, koją i uelastyczniają skórę dłoni. Zapewniają ochronę przed czynnikami zewnętrznymi. Lekka, aksamitna formuła sprawia, że balsam świetnie się wchłania.
Słodki, otulający ekoaromat relaksuje zmysły i rozleniwia.

 Kompozycja:
  • olej słonecznikowy* - nawilża, wygładza, łagodzi
  • masło awokado* – natłuszcza i regeneruje i chroni
  • ekstrakt z cytryny* – rozjaśnia i odkaża skórę
  • masło z oliwek* – wygładza i koi
  • kwas hialuronowy* – nawilża i chroni
  • naturalna witamina E* – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża       
  • inne roślinne substancje natłuszczające i  nawilżające*                      
*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym

Pojemność:
100ml

Cena:
45,00zł

To już mój drugi balsam do rąk. Pierwszym była żurawina i cytryna, niestety już się skończył :(( - ale możecie o nim poczytać tutaj. 
Moje zdanie na temat takiego balsamu się nie zmieniło, mimo innej wersji zapachowej. Wciąż podoba mi się jego fenomen. Tym razem balsam jest o zapachu karmelu, cytryny i wanilii. Ciekawe połączenie. Jedynie moim zdaniem za dużo jest tu wyczuwalna cytryna. Wolałabym bardziej poczuć karmel - byłoby bardziej słodko, ale jest jak jest. Mój nosek nie wyczuwa tutaj wanilii. Zapach naprawdę otula :)
Oczywiście tak jak i w poprzednich wersjach zapachowych - pompka typu air-less bardzo higieniczna, to już standard w kremach od PAT & RUB (tu się nic nie zmieniło, bardzo dobry patent). 
Dłonie po tym balsamie są bardzo delikatne i pięknie pachną przez dłuuugi czas. Po wcześniejszym balsamie śmiało mogę powiedzieć, że jest mega wydajny. Dłonie są gładkie, miękkie i dobrze nawilżone - robią się jędrne. Balsam bardzo dobrze się wchłania, więc nie ma mowy o potłuszczeniu rzeczy dookoła. Dłonie są dzięki niemu dobrze odżywione.
Minusem może być cena. Ten który miałam wcześniej kosztował 39zł, ten zaś 45zł więc różnica mimo, że nie jest spora, to jednak odczuwalna. Już 39zł to było dużo jak na krem do rąk, więc nie wiem czemu ten jest droższy. No ale cóż nic na to nie poradzimy, natura kosztuje. Ten balsam był edycją limitowaną na 5 urodziny PAT & RUB - może dlatego cena wyższa. 
Reszta produktów w tej wersji zapachowej została wprowadzona na stałe do asortymentu sklepu, więc każdy może je wypróbować.
Jeśli ktoś ma ochotę na ten balsamik i ma troszkę więcej grosza w portfelu to polecam ten zakup :)


Kto chce się poczuć rozleniwionym?
Macie ochotę na dłonie o zapachu karmelu, cytryny i wanilii?



wtorek, 11 lutego 2014

Ogniste usta - ORIFLAME

Dzisiaj coś co tygryski lubią najbardziej - czyli czerwone usteczka :)
Od niedawna moją ulubiona czerwoną szminką jest  Giordani Gold Scarlet Collection od ORIFLAME w odcieniu Crimson.

W swoich zbiorach pomadkowych, mam kilka szminek czerwonych. Po co mi tylko szminek w tym samym kolorze? A jednak...każda z nich niby taka sama, a jednak inna, każda z nich coś różni. Po pierwsze firma, po drugie trwałość, po trzecie cena.
Dzisiejsza szminka to moje najlepsze odkrycie. Mimo, że do najtańszych nie należy. Ja wiem, że niektóre z Was używają szminek od MACa i tam dopiero cena powala, więc mi pewnie popukacie po czole, że uważam ją za drogą. Ale cóż każdy ma prawo się wypowiedzieć i powiedzieć co uważa za drogie, a co nie.
Jakby nie patrzył chodzi o nasz komfort, wygląd i wizerunek, więc usta powinny wyglądać ładnie o każdej porze. Czasami szminki za 10zł są o niebo lepsze od tych drogich. Ile kobiet, ile ust, tyle opinii!

GIORDANI GOLD SCARLET COLLECTION - ORIFLAME

Od producenta:
Esencja kobiecości zawarta w trzech, eleganckich odcieniach czerwieni. Pomadka miękko rozprowadza się na ustach, dzięki kremowej konsystencji. Ma piękne, wyszukane opakowanie. Głębokie kolory dają idealny efekt i są odpowiednie dla każdej kobiety.

Cena:
 39zł


Od momentu kiedy zagościła pierwszy raz na moich ustach, tak do tej pory nie mogę się z nią rozstać. Mogłabym dzień w dzień mieć ją na ustach. Pigmentacja jest doskonała, dzięki temu usta są nasycone kolorem. Szminka jest kremowa dlatego świetnie się rozprowadza na ustach. Matowe pomadki z reguły dobrze się kleją więc i trudniej się ścierają.
Kolor bardzo intensywny więc jedno pociągnięcie i wystarczy. Ja jednak robię zawsze drugą poprawkę :) Przy takich kolorach trzeba uważać, żeby nie wyjechać poza linię ust - bo zostaną ślady :D Jeśli chodzi o trwałość to powiem Wam, że byłam zaskoczona - trzyma się dobrych parę godzin. Jeśli już to ściera się równomiernie, chociaż ja tego nawet nie zauważyłam. Na plus jest również fakt, że się nie roluje, nie wysusza i nie pozostawia na ustach żadnych grudek i suchych skórek. Kocham ją pod każdym względem - no jedynie nie za cenę. Ale jak mam się czuć doskonale to czasami warto zainwestować. A ta zasługuje na swoją cenę.
Oprócz tego ma śliczne opakowanie, samo w sobie przez tą czerwień ze złotym jest eleganckie.   Czerwona szminka w czerwonym opakowaniu z takim złotym malutkim rombem - bardzo kobiece połączenie. Szkoda, że mam tylko taką :( ale zapoluje jeszcze na inne.


A Wam jak się podoba?
Macie odwagę nosić taki kolor w zwykły dzień?




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...