piątek, 18 października 2013

Drogeria Uholki

Kilka dni temu otrzymałam przesyłkę od drogerii Uholki
Do testów dostałam:
  •  krem do rąk, 
  • lakier do paznokci (odkryłam, że mimo tych 164 lakierów, które posiadam to nie mam takiego koloru)
  • maseczkę do twarzy 

Niedługo pojawią się recenzje tych produktów.
Osobiście jeszcze nie miałam żadnego z tych produktów.


czwartek, 17 października 2013

MISS X - Nowa marka kosmetyków kolorowych

Niedawno nawiązałam współpracę z nową marką kosmetyków kolorowych - MISS X.
Dostępne w drogeriach Sekret Urody.


Marka Miss X została stworzona dla tych, którzy chcą wyrazić swoją osobowość prostymi, ale i kreatywnymi zabiegami. To produkty przeznaczone dla kobiet świadomych - ceniących jakość, które dostosowują modę do swojej osobowości. Miss X wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klienta, ma na uwadze obecne i nadchodzące trendy. Jest wyrazistym dopełnieniem wizerunku kobiety.
  • bogata gama kolorów (od awangardowych do harmonii w modzie)
  • najnowsze trendy
  • indywidualny makijaż
  • jakość w przystępnej cenie
Najważniejsza jest kobieta - to, jak się czuje; to, by była pewna siebie nie dlatego, że kupiła drogi i popularny produkt, ale dlatego, że zna siłę swojej kobiecości. Czasem wystarczy tylko pokazanie narzędzi, które podkreślają urodę. Tym narzędziem jest Miss X.

Do testów dostałam 3 lakiery do paznokci.


Miss X to nowa seria lakierów do paznokci, która pozwoli Ci wyrazić swój charakter w kilku pociągnięciach pędzelka. Twórz własne zestawienia kolorów i spraw, że staną się uzupełnieniem Twojej osobowości.
  • długo utrzymuje się na paznokciu
  • nasycony kolorami
  • nie pozostawia smug
  • dobrze kryje
  • tworzony według największych trendów
 Wyraź siebie!
Bądź odważna!


Jutro zobaczycie jeden z nich :)


Podobają Wam się?
Kto już miał okazję próbować?


Restauracja Stary Kredens - Plac Św. Michała 4, Sanok

Miesiąc temu miałam okazję odwiedzić pewne miejsce w Sanoku. 
Poniżej zobaczycie co to za miejsce. Ale jest to oczywiście miejsce w którym można coś zjeść :) Wiadomo moje klimaty. Lubie jedzenie, a ono lubi mnie ;) Więc jak jest jakieś ciekawe miejsce, to czemu nie zajrzeć i nie spróbować ?
Po drugie jest to miejsce, które przeszło swoją rewolucję z Magdą Gessler, więc tym bardziej byłam ciekawa.  

Chyba zacznę w miarę możliwości "przemierzać szlakiem kuchennych rewolucji" i sprawdzać na własnym podniebieniu co, w jakim stanie i za ile podają. 
Jest wiele zwolenników tego programu, jak i mnóstwo przeciwników. Moim zdaniem idea tego programu jest jak najbardziej trafna. Możemy na własne oczy zobaczyć co się dzieje w kuchni z której wydają nam jedzenie, jak podchodzi do tego wszystkiego obsługa (pomijam historie właścicieli i obsługi, których czasami jest aż za dużo w tym programie, a do końca nie wiemy czy nie są one podkoloryzowane). Wiadomo, że materiał najpierw jest nagrywany, potem wybiera się co ciekawsze i dopiero trafia na ekran, ale fajnie by było gdyby ten program trwał dłużej i było więcej materiału "kuchennego" niż perypetii właścicieli. Przy okazji z tego programu można się dowiedzieć ciekawych rzeczy :)
Powiem szczerze, że czasami aż mi się włos jeży na głowie, jak widzę w jakich warunkach produkują jedzenie, przechowują itp. I tacy ludzie mają czelność podawać to ludziom i jeszcze każą sobie za to płacić? O NIEE !! 
Owszem to duża odwaga dla takich miejsc, że chcą się pokazać ludziom od kuchni - co się u nich działo do tej pory (więc to taki minus na wstępie - może odstraszyć na początku), ale też plus dla takich osób, że chcą to naprawić. 
Ale możemy sobie wyobrazić ile jest miejsc, które nigdy nie przejdą takich rewolucji, właściciele siedzą cicho, nie pokażą stanu swojej kuchni i nie mają zamiaru na zmiany - no a my tam chodzimy i jemy rzeczy, które mogły być kilka razy zamrażane, odmrażane itp ://

Moim zdaniem restauracje czy większe bary, które są ukierunkowane na większą ilość osób powinny coś sobą reprezentować. Właściciele powinni dbać o czystość (przede wszystkim - bo to podstawa), ale tez powinni mieć pojęcie jak to prowadzić i mieć wykwalifikowaną obsługę. Nikt nie chce jeść byle czego, zwłaszcza, że my płacimy. Powinni się postarać bo nikt na siłę nie każe im tego prowadzić. Ludzie wychodzą z założenia, że skoro na czymś trzeba zarabiać to na jedzeniu najłatwiej i otwierają restauracje (a nóż się uda) - bo przecież ludzie zjedzą wszystko - to jak danie wygląda, smakuje no to można zwalić na osoby trzecie -  "przecież takie powinno być i już", a to "klient się nie zna", albo "skoro ludzie jedzą tzn. że dobre".
Ehh dużo by mówić i pisać o tym, ale przejdźmy do sedna. 

Dzisiaj przedstawiam Wam Restaurację - Stary Kredens w Sanoku. Czy ją polecam czy też nie ? - dowiecie się później. Kto będzie czytał uważnie ten na pewno nie będzie miał problemu z odpowiedzią na to pytanie. 
Restauracja ta mieści się przy Placu Św. Michała 4. Jest to boczna uliczka odchodząca od głównego placu na sanockim rynku.  Restaurację prowadzi małżeństwo - Maria i Piotr. Możemy to również zobaczyć w karcie menu, gdyż została ona podzielona osobno na dania Marii i Piotra. Więc każde z nich ma swój własny smakowy wkład do tej restauracji. Tutaj możecie zobaczyć więcej zdjęć tej restauracji facebook , jak również dowiedzieć się innych ciekawych rzeczy. Pozwoliłam sobie kilka zdjęć zapożyczyć właśnie stamtąd, mam nadzieję, że właściciele nie będą mieli mi tego za złe - zdjęcia z adresem bloga są mojego autorstwa.

Tak wygląda Kredens od zewnątrz - aż miło wejść do środka. 
Lubie kwiaty, a te same zachęcają do odwiedzenia tego miejsca.


A teraz kilka zdjęć ze środka :)

Bardzo mi się podobają świeże cięte kwiaty na stołach. Nie lubię sztuczności, co niestety jeszcze da się zauważyć w wielu restauracjach. Stoły pięknie nakryte koronkowymi obrusami i serwetami. Lustra również optycznie powiększają pomieszczenie. A także fotografie w takich samych delikatnych ramkach.


No i oczywiście muszę Wam pokazać dania które miałam okazję próbować :) 


Oczywiście moje danie to, to ostatnie :D czyli schaboszczak ;)) przepyszny - mówię Wam. Smażony na smalcu, podany z ziemniaczkami z koperkiem i kapustką zasmażaną z kminkiem (nie potrafię robiąc w domu oddać tego smaku kapusty ehh). Wielkość schabowego w porównaniu do reszty na talerzu mnie powaliła :D

Wszystkie dania dobrze doprawione. Każdy miał swój niepowtarzalny smak. Oczekiwanie na nie również nie trwało wieki. Podane ładnie i czysto przede wszystkim :)

No i na sam koniec kilka słów o samej restauracji.

Bardzo klimatyczne, ciepłe i fajne miejsce. Miła atmosfera. Wieczorem musi być tam jeszcze milej. Aż chce się tam siedzieć. Ja uwielbiam ciepłe, przytulne miejsca. Lubie miłą atmosferę. Kolorystyka wnętrza również jest ważna, bo to ona w pierwszej kolejności zaprasza. Już sobie wyobrażam jak to miejsce może wyglądać zimą - choinka, świeczki, kolorowe światełka :) ahhh

Wszystko ładnie dopracowane. Miejsce jest czyste, gustowne, eleganckie można się w nim czuć swobodnie. Jest ono wyjątkowe w swym rodzaju. Kredensy na ścianach również dodają oryginalności. Świeże kwiaty na stołach. Kolorystyka we wszystkim dopasowana. Wnętrze nie jest nachalne i ciężkie - jeśli tak to można nazwać.
Obsługa miła, pomocna, kelnerki uśmiechnięte - da się odczuć czy ktoś robi coś z musu czy nie. 
Jednym słowem, aż chce się tam wracać. Szkoda tylko, że Sanok nie jest bliżej mnie. 
POLECAM ;) 
Właśnie w Kredensie spotkałam E.Chodakowską w dniu jej ślubu cywilnego :)

PS. Chyba zacznę dawać gwiazdki takim miejscom :))

I co myślicie o tej restauracji?
Podoba Wam się?
Ktoś był?




czwartek, 3 października 2013

Zgaduj zgadula - Ile mam lat? :)

Dziś są moje urodziny !!

Ehh... kto zgadnie ile dzisiaj mi stuknęło? teraz bliżej do 30 (aż wstyd się przyznawać, że już tyle mam na karku).

Ciekawe jak moje życie teraz będzie wyglądało? Hmm...
Także dzisiaj leniuchuję. Dzień tylko dla mnie :) Niech mi tylko nikt go dzisiaj nie zepsuje...





poniedziałek, 30 września 2013

Czerwonooo mi - RIMMEL "APOCALIPS" 501 Stellar

Dzisiaj przedstawiam Wam jeden z moich ulubionych kolorów APOCALIPS - 501 Stellar (intensywna mieszanina czerwieni i pomarańczy).
Posiadam jeszcze 3 inne, ale o tym pisałam tutaj.

Zobaczcie same jak ten się prezentuje. 
Uwaga - pierwszy raz pokazuję swój pyszczek w takiej odsłonie, więc wybaczcie za niedociągnięcia :)









 Niestety zdjęcie koloru na moich ustach nie wyszło tak jak powinno. Na zdjęciach wyżej odcień jest "oczojebny" i wpada w pomarańcz, a na ustach widać stonowaną czerwień. Ale to wina mojego aparatu, a raczej telefonu. Niestety nic z tym nie zrobię :/ poza tym to mój pierwszy raz jak pokazuję się w takim przybliżeniu.


I jak Wam się podoba?




niedziela, 29 września 2013

Borowinka "prawie" dla każdego - Żel do mycia twarzy

Od producenta:
Żel borowinowy przeznaczony do mycia twarzy zawiera naturalna wodę mineralna ze źródeł Uzdrowiska Krynica - Żegiestów S.A. Polecany do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Wspomaga usunąć zabrudzenia oraz resztki makijażu z twarzy pozostawiając przyjemne uczucie czystości, świeżości. Sprawia, że skóra pozostaje miękka, delikatna, przyjemna w dotyku.

Składniki aktywne:
  • Ekstrakt z borowiny - nawilża, pomaga ujędrnić skórę.
  • Ekstrakt z lukrecji - działa nawilżająco.
  • Ekstrakt z kwiatu Lilii wodnej - działa nawilżająco.
  • D-panthenol - nadaje skórze miękkość i gładkość
Pojemność:
200ml

Cena:
ok 16zł


Dzisiaj kilka słów o żelu borowinowym do mycia twarzy. Początkowo byłam z niego zadowolona gdyż nie wysuszał, nie ściągał mojej skóry, nie miałam podrażnień ani zaczerwienień. Buzia było dobrze odświeżona, miękka i przyjemna w dotyku. Żel był bardzo delikatny. Nawet nie potrzebowałam natychmiastowego wspomagacza w postaci kremu nawilżającego. 
Niestety po dłuższym używaniu wydaje mi się, że troszkę wysuszył mi skórę w niektórych partiach np na policzkach do tego stopnia, że po umyciu nim twarzy robiły mi się na buzi w tych wysuszonych miejscach czerwone punkciki (efekt jak po szorowaniu, albo używaniu jakiejś tarki do mycia). Chyba skóra się do niego przyzwyczaiła i dlatego zaczął na mnie dziwnie działać, więc go odstawiłam na jakiś czas. 
Po miesiącu znów do niego wróciłam i buzia "odpukać" jest w porządku. Jednak nie mogę go używać dość często - muszę na zmianę co kilka dni używać coś innego.
Jeśli chodzi o zapach to jest do wytrzymania, nie odstrasza, jest dość przyjemny i delikatny. Myślałam, że będzie gorzej. Ale nie potrafię określić czy to jest faktycznie zapach borowiny i tych innych ekstraktów. Jest barwy lekko żółtej. Żel nie pieni się w ogóle, więc mimo wszystko trzeba go troszkę więcej nabierać, gdyż jest wodnisty. Opakowanie jest dość poręczne i trzymając je w jednej dłoni możemy kciukiem spokojnie otworzyć, nie używając drugiej ręki.  Dziwne dla mnie jest tylko to, że konsystencja nie jest bardziej przypominająca żel. 
Polecam wypróbować każdemu, jednak ja muszę na niego uważać, ale nie oceniam go źle. Mam chyba tak wrażliwą cerę, że muszę uważać na takie specyfiki.


Znacie?
A może używacie czegoś innego, lepszego?

sobota, 28 września 2013

Moja mała apokalipsa :)



Moja mała kolekcja szminek w płynie.
APOCALIPS to nie koniec świata, a nazwa kolekcji szminek od Rimmel London. 

Od producenta:
Nowa szminka w płynie łączy w sobie najlepsze koncepcje szminki i błyszczyka - soczysty płyn z czystymi pigmentami koloru o bogatym kolorze, fenomenalny połysk i wyjątkowy komfort, który utrzymuje się przez cały dzień. Formuła szminki sprawia, że usta mają wyjątkowo mocny i odważny kolor. Nowa szminka w płynie, APOCALIPS, to kremowa i odżywiająca konsystencja, która za jednym pociągnięciem fantastycznego, nowego aplikatora z mikro-zbiorniczkiem, łatwo i równomiernie się rozprowadza, pozostawiając usta w pięknym kolorze oraz nawilżone godzina po godzinie. To koniec znanego dotąd koloru.

Pojemność:
5,5ml

Cena:
ok 26zł


Kolory mają doskonałą pigmentację i są bardzo intensywne. Szminki dla odważnych, gdyż niektóre kolory są "oczojebne". Bardzo dobre krycie. Aplikator bardzo fajny. Gąbeczka ma takie wgłębienie co pozwala na wybranie większej ilości produktu, bez ponownego nabierania. Minusem może być dziwny zapach, troszkę sztuczny. No i uważam, że trzeba mieć usta w świetnej kondycji, gdyż potrafi uwidoczniać suche skórki. Ja dlatego najpierw smaruje usta wazeliną albo jakimś balsamem - cieniutka warstwa. Kolor ściera się w miarę równomiernie i bardzo powoli. Trzeba uważać przy malowaniu żeby sobie nie wyjechać poza usta bo ciężko będzie zmyć. Nie zastyga na ustach, więc też nie ma uczucia ściągania i nie robi się tzw skorupa. Oprócz intensywności koloru, usta ślicznie się błyszczą. Jeśli coś jemy to ścieramy kolor od wewnętrznej strony i pozostają nam obwódki dookoła (przy ciemnych kolorach może to wyglądać nieestetycznie - dlatego potrzebne są poprawki gdyż zostają nam usta w stylu ombre). Trzeba mieć troszkę cierpliwości przy malowaniu ciemniejszymi kolorami, żeby ładnie i równomiernie je rozprowadzić. Po ciemnych kolorach usta są lekko zafarbowane.
Z uwagi na intensywność kolorów w ciągu dnia troszkę dziwnie się je nosi :) ale próbuję nie zwracać na to uwagi :) chociaż ludzie na ulicy czasami dziwnie się patrzą. Ale przecież wszystko jest dla ludzi więc nie wiem czemu taka reakcja. Co innego jeśli posmarowałabym usta burakami, a zamiast pudru zagościłaby na twarzy mąka. Uważam, że kobiety jeszcze nie są przekonane do takich kolorów, albo wstydzą się pokazywać tak poza domem. Ponoć mocne usta to większa pewność siebie (coś w tym jest). Ja je wszystkie bardzo lubię, tylko niestety na randki się one nie nadają (chyba wiecie czemu :D ).

Macie?
Lubicie?
Czy w ogóle nie malujecie ust? 




piątek, 27 września 2013

Obłędne masełko do ciała - Róża piżmowa i zielona herbata

  Masło do ciała
Róża piżmowa i Zielona herbata

Od producenta:
Aromatyczne, lekkie masło do ciała wspaniale pielęgnuje skórę, przywraca jej naturalną miękkość i elastyczność. Skóra staje się gładka, jędrna i przyjemna w dotyku.
Ekstrakt z płatków szlachetnej róży piżmowej poprawia nawilżenie, działa łagodząco, regenerująco i przeciwbakteryjnie. Ekstrakt zielonej herbaty, silny przeciwutleniacz zawierający polifenole, spowalnia proces starzenia się skóry. Jest bogaty w minerały, mikroelementy i witaminy.
Masło nadaje skórze przyjemny, delikatny zapach.

Ilość:
200ml

Cena:
13,35zł


Lato już się skończyło. Jesień wdziera się do domów i do naszych kosmetyczek. Musimy więc zmienić kosmetyki z letnich na bardziej treściwe i przygotowywać się powoli do zimy. Masło do ciała od Green Pharmacy jest według mnie produktem na tę porę roku. 
Masło moim zdaniem jest za ciężkie na lato, ale idealne na jesienną pogodą. Otula nasze ciało pięknym zapachem róży piżmowej i zielonej herbaty. Wzór opakowania jest taki troszkę "babciny", ale moim zdaniem i tak urocze. Opakowanie jest w całości plastikowe, a w środku jest zabezpieczone sreberkiem. Duży plus bo nikt w sklepie nie może go przynajmniej próbować i wkładać paluchów do środkach.
W końcu teraz mogę go wyciągnąć na nowo i cieszyć się jego zapachem i właściwościami. Ja mam bzika na punkcie zapachów kwiatowych a zwłaszcza różanych więc tym bardziej masełko przypadło mi do gustu :)
Masło jest bardzo zbite i gęste dlatego na początku wydawało mi się, że źle mi się będzie z nim pracowało. Ale jednak masło dobrze się rozprowadza (trzeba tylko pamiętać, żeby nie nakładać grubej warstwy bo chwilke nam zejdzie nim go rozsmarujemy na ciele). 
Dobrze się wchłania i pozostawia lekki film na skórze (ale nie tłusty). Skóra po nim jest dobrze nawilżona, gładka, miękka, przyjemna w dotyku no i oprócz tego ślicznie pachnie. Polecam każdemu, a teraz biegnę otulać nim swoje ciało po kąpieli :)


Wolicie masła czy balsamy?
A zapachy kwiatowe Wam odpowiadają?
 


czwartek, 26 września 2013

Trochę luksusu dla dłoni od SYNESIS


 Perfumowany peeling do dłoni 
Relaks brzoskwiniowy

Od producenta:
Dwufazowy, solny i perfumowany peeling do dłoni z 9 aktywnymi składnikami.
Perfumowany peeling do dłoni daje natychmiastowy i długotrwały efekt miękkiej, plastycznej oraz aksamitnej skóry dłoni. Dłonie pachną jak apetyczna, soczysta brzoskwinia.
Specjalnie dobrane kryształki soli doskonale peelingują, bez jakichkolwiek podrażnień. Peeling jest niezwykle skuteczny, a jednocześnie bardzo delikatny, dzięki połączeniu drogocennych i szlachetnych surowców: witamin C i E, które działają nawilżająco, wygładzająco, a także odżywczo.
Peeling do dłoni nie zawiera żadnych konserwantów ani barwników. Delikatnie i skutecznie złuszcza martwe komórki naskórka, powodując, że skóra dłoni staje się jedwabiście gładka.
Wystarczy kilkuminutowy masaż dłoni peelingiem marki SYNESIS i spłukanie ich letnią wodą, by uzyskać efekt aksamitnej, przyjemnej w dotyku i napiętej skóry.
Peeling jest również doskonały dla Panów. 

Perfumowany peeling do dłoni zawiera 9 składników aktywnych:
  • burak cukrowy, 
  • olej kokosowy 
  • olej z pestek winogrona, 
  • olej z orzechów macadamia, 
  • olej z avocado, 
  • olej z wiesiołka, 
  • masło ze słodkich migdałów, 
  • witamina E , 
  • sterole , 
  • squaleny.

Pojemność:
100ml

Cena:
78zł


Dzisiaj przedstawiam Wam luksusowy peeling do dłoni od SYNESIS. Jest to perfumowany peeling w szklanej smukłej buteleczce z grubego szkła. Peeling jest dwufazowy. U dołu buteleczki znajduje się sól, a druga połowa to olejek. Najpierw trzeba energicznym ruchem wymieszać całość, gdyż sól osadza się na dole. Po dokładnym wymieszaniu wystarczy nalać troszkę peelingu na dłonie i można się relaksować masując delikatnie dłonie. Peeling ma bardzo przyjemny i delikatny zapach brzoskwiń.

Peeling jest bardzo wydajny, wystarczy tylko odrobina i możemy wymasować obie dłonie bardzo dokładnie. Nasze rączki będą po nim delikatne jak aksamit. Miękkie i cudownie nawilżone. Po wytarciu mamy wrażenie, że nasze dłonie są pokryte lekkim tłustym filmem. Nie mylcie tego z tłustymi dłońmi, one są po prostu świetnie nawilżone. Nawet po wymyciu naczyń dłonie nadal będą delikatne, gładkie niczym pupcia niemowlaka, nawilżone i bardzo miękkie. Do tego nadal będą pachnieć brzoskwiniami :) Takie dłonie pięknie wypielęgnowane i pachnące można tylko całować. Szczerze to nigdy nie miałam takich cudownie gładkich i delikatnych dłoni po żadnym peelingu. Wszystko to dzięki zawartości aż pięciu różnych olejków. Masaż takim peelingiem daje natychmiastowy efekt. Dłonie są dobrze zrelaksowane. Powiedziałabym, że nie tylko dłonie zostają poddane takiemu relaksowi, ale to także relaks dla naszego noska, który ma możliwość wąchania tego cudownego zapachu.

Mimo mojego zachwytu nad tym peelingiem nie kupiłabym go sama. Jak dla mnie to za duży wydatek jak na peeling tylko do dłoni. Owszem od czasu do czasu można sobie pozwolić na lekki luksus. Jednak uważam, że może to być oryginalny i bardzo fajny pomysł na prezent dla bliskiej osoby.


I jak Wam się podoba?
Miałyście możliwość rozpieszczenia się tym peelingiem?


poniedziałek, 23 września 2013

15% rabatu na kosmetyki PAT&RUB

Kto z Was nie kocha kosmetyków PAT&RUB? Bo ja się do takich osób nie zaliczam. 
Kto jeszcze nie miał okazji na wypróbowanie tych cudeniek to teraz ma okazję kupić je taniej.

!!!UWAGA!!!  
Od jutra 24.09.2013 do 30.09.2013 wpisując kod rabatowy: BLOG kwota zamówienia obniży się o 15% - czyż nie warto? (zwłaszcza, że rabaty te sumują się z trwającymi aktualnie promocjami na stronie PAT&RUB).




 Kto ma ochotę umilić sobie ten jesienny czas i otulić się kosmetykami PAT&RUB?




piątek, 20 września 2013

Wakacyjne funkiel nówki :)) + chwalę się :D

Wakacje, wakacje i po wakacjach. Już nawet pogoda nie zachęca do czegokolwiek. Teraz to tylko siedzieć pod kocem z kubkiem gorącej czekolady, książką w dłoni i zapachem ulubionych świeczek :) Dzisiaj chciałam Wam pokazać kilka drobiazgów które udało mi się upolować przez wakacje, ale teraz to one poczekają grzecznie w pudełeczku. W tym wszystkim jest tylko jeden rodzynek czyli cień z Catrice bo reszta jak widać to same lakiery. Tak w ogóle to miałam ich nie kupować bo mam ich dość sporo :D a po drugie moje paznokcie od nowa przechodzą renowację. Więc teraz koniec z malowaniem i pokazywaniem na blogu czas się zabrać za inne kosmetyki. Lakiery zostawiam sobie w spokoju na kilka miesięcy :( Ale nie ma co się smucić przyjdzie i na nie pora w końcu. No a na koniec chwalę się spotkaniem z Ewą Chodakowską w dniu jej ślubu cywilnego :)) ma się to wyczucie czasu co niee? :D żebym to ja miała szczęście w innych sprawach jak w wywoływaniu ludzi w danym dniu :D Także jest zdjęcie, jest autograf no i motywacją :))


iiii
chwaleee się :D


Nie wyszłam na zdjęciu jakoś specjalnie "wyjściowo", poza tym byłam strasznie zestresowana :D ale co tam zdjęcie dla mnie bezcenne.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...